Operacja syryjska Sił Zbrojnych Rosji – wnioski dla Polski i dla NATO.

soukhoi_frappant_une_position_ennemie_en_syrie

Czesław Kosior

  • Operacja wojskowa w Syrii wykazała znaczny postęp w militarnych zdolnościach Rosji. W porównaniu z wojną z Gruzją w 2008 r., kiedy po raz ostatni lotnictwo rosyjskie działało w warunkach bojowych, siły zbrojne FR wydają się być coraz skuteczniejsze jeśli chodzi o tempo operacyjne i współdziałanie różnych rodzajów wojsk. Operacja syryjska pokazała też rozwinięte zdolności uderzeniowe i znaczącą poprawę zdolności prowadzenia operacji ekspedycyjnych.

  • Na froncie syryjskim Rosja po raz pierwszy na taką skalę mogła sprawdzić efekty dotychczasowego programu modernizacji wojska. Przetestowano w warunkach bojowych nowe rodzaje uzbrojenia i sprzętu. W większości wypadków zdały one test, choć przy okazji ujawniono też szereg technicznych problemów – aczkolwiek zdaniem samych Rosjan nie wpływających na ogólnie pozytywną ocenę.
  • Najwyżej należy oceniać poziom dowodzenia i koordynacji działań, jak też funkcjonowanie logistyki i zaplecza. Dobrze rosyjskie wojsko wypadło też pod względem wyszkolenia i morale. Najwięcej minusów można dopatrywać się w aspekcie technicznym (awarie, problemy z jakością uzbrojenia i sprzętu), wojna w Syrii pokazała też ograniczenia potencjału logistycznego państwa rosyjskiego.
  • Rola odegrana przez rosyjskie wojsko w zajęciu Krymu, wojna w Donbasie oraz interwencja w Syrii pokazują, że Siły Zbrojne FR stają się coraz bardziej efektywnym instrumentem zagranicznej i wewnętrznej polityki Rosji.
  • Rosja nadal nie jest w stanie prowadzić działań wojennych na więcej niż jednym froncie jednocześnie, zwłaszcza, gdy są one od siebie znacznie oddalone. Jedna kampania absorbuje gros wysiłku i potencjału militarnego państwa rosyjskiego. Wyprawa syryjska była możliwa dopiero po wcześniejszym wygaszeniu konfliktu w Donbasie. Zmusiła też Rosję do ograniczenia powietrznej aktywności na innych teatrach działań, np. w rejonie Bałtyku.
  • Choć niewątpliwie w wojsku rosyjskim dokonał się w ostatnich ośmiu latach duży postęp w wielu aspektach, nadal ustępuje ono wyraźnie, a już szczególnie technologicznie, wojskom Stanów Zjednoczonych i NATO.
  • Wyzwaniem jest wysoki stopień gotowości bojowej Sił Zbrojnych FR.

Wojskowa operacja Rosjan w Syrii, samo jej rozpoczęcie, ale też przede wszystkim skala, mogła być dla wielu obserwatorów zaskoczeniem. Już błyskawiczna aneksja Krymu pokazała możliwości rosyjskie, ale w tamtym wypadku uzasadniano to często bliskością półwyspu, jego specyfiką (stała obecność wojskowa Rosji) oraz okolicznościami politycznymi (paraliż państwa ukraińskiego tuż po rewolucji w Kijowie). Działania w Syrii, prowadzone w zdecydowanie trudniejszych warunkach i już klasycznie bojowe, potwierdziły jednak, że obecne Siły Zbrojne FR to już nie to samo wojsko, co w czasie wojny z Gruzją w 2008 roku, o latach 90. nie wspominając. W Syrii najlepiej widać efekty procesów reform i modernizacji uruchomionych właśnie po wojnie z Gruzją, na podstawie wniosków wyciągniętych z tego konfliktu – choć zwycięskiego dla Rosji, to jednak obnażającego bardzo dużo słabości rosyjskiej armii.

Po roku działań wojennych w Syrii, w tym najbardziej intensywnej ich fazy (październik 2015 – marzec 2016), Rosja może pochwalić się budową szybciej reagującej zorganizowanej siły, wzmocnieniem potencjału uderzeniowego lotnictwa i bardzo wysokimi zdolnościami obrony przeciwlotniczej. Po raz pierwszy na taką skalę użyto mobilnych grup sił zbrojnych operujących w jednej przestrzeni informacyjnej. Największa zmiana to zerwanie z wizerunkiem nieruchawego molocha. Właśnie zwiększona mobilność wojsk to główne osiągnięcie i główna zmiana procesu reform. Debiurokratyzacja systemu dowodzenia i kontroli to kolejny sukces. Syryjska operacja wykazała też, że wzrosły wyszkolenie i gotowość bojowa wojska – to m.in. zasługa wprowadzonych za czasów ministra obrony Siergieja Szojgu ciągłych niezapowiedzianych ćwiczeń. Kampania syryjska jest postrzegana w Moskwie jako duży sukces, a jej doświadczenia będą miały wpływ na prowadzoną wciąż modernizację i rozwój SZ FR (w maju br. Szojgu zapowiedział wprowadzanie nowych metod szkolenia w oparciu o doświadczenia syryjskie). Potwierdzeniem satysfakcji Moskwy z operacji syryjskiej jest awans jej dowódcy, generała pułkownika Aleksandra Dwornikowa na dowódcę Południowego Okręgu Wojskowego oraz przyznanie mu tytułu Bohatera Rosji.

Z drugiej strony należy jednak pamiętać, że ocena działań w Syrii nie wypada jednoznacznie pozytywnie. Operacja ujawniła bowiem również problemy personalne i techniczne w Siłach Zbrojnych. Pokazała ograniczenia i słabości. Przy ocenie działań w Syrii i na ich podstawie poziomu potencjału zbrojnego Rosji, pamiętać należy, na tle jakiego przeciwnika dokonujemy tej oceny. Wróg nie dysponuje lotnictwem, obroną przeciwlotniczą czy siłami pancernymi. Nie ma jednolitego dowództwa i frontu. Nie jest ani wyszkolony ani uzbrojony do prowadzenia regularnej wojny z przeciwnikiem korzystającym z różnych, czasem całkiem nowoczesnych typów konwencjonalnego uzbrojenia. Minimalne straty wynikały więc głównie ze słabości wroga, bo już w starciu z przeciwnikiem o porównywalnych możliwościach (Turcja), Rosjanie jednego dnia stracili bombowiec Su-24 i helikopter Mi-8.

Militarne zaangażowanie w kryzys syryjski z pewnością wzmocniło pozycję Rosji, przynajmniej na obecnym etapie, zarówno w regionalnej, jak i globalnej polityce. To pierwsza od wielu dekad bojowa operacja daleko od granic Rosji, klasyczna wojna ekspedycyjna. Nawet przytaczany często Afganistan był przecież sąsiadem ZSRR. Niektórzy eksperci mówią wręcz o „pierwszej rosyjskiej wojnie w amerykańskim stylu”, której sensem jest oparcie się na powietrznej sile, ataki dalekiego zasięgu bronią precyzyjną oraz dążenie do zminimalizowania ryzyka dla żołnierzy.

Od Gruzji do Syrii

Reforma SZ FR ruszyła już kilka miesięcy po zakończeniu konfliktu z Gruzją, wielki plan modernizacji uruchomiony został z końcem 2011 r. Te dwa połączone procesy już zmieniły oblicze rosyjskiego wojska, liczącego dziś 850-900 tys. żołnierzy. Zmiany są poważne, ale wciąż trwają. Najbardziej radykalny, choć czasem chaotyczny etap reform miał miejsce w latach 2008-2012, głównie za czasów ministra obrony Anatolija Sierdiukowa. Jego następca, Siergiej Szojgu uruchomił fazę konsolidacji i rewizji niektórych posunięć poprzednika. Wprowadził też program nagłych sprawdzianów gotowości, mniejszych ćwiczeń połączonych sił oraz większych dorocznych ćwiczeń strategicznych obejmujących całe okręgi wojskowe i wszystkie rodzaje sił zbrojnych.

Szacowany łącznie na blisko 700 mld dolarów program modernizacji technicznej wojska został uruchomiony jeszcze przez ministra Sierdiukowa, pod koniec jego rządów, ale zmodyfikowany i zintensyfikowany przez Szojgu. Już pod jego nadzorem do wojska trafiły pociski rakietowe Kalibr, system przeciwlotniczy S-400, nowsze modele samolotów Su-35, Su-30SM czy Su-34. Celem ogłoszonego przez Putina planu jest modernizacja 70 proc. sił zbrojnych do 2020 r. Należy odnotować, że pomimo kłopotów i opóźnień oraz kryzysu ekonomicznego, proces przebudowy armii postępuje. Jeśli wierzyć ostatnim zapewnieniom Rosjan, poziom modernizacji technicznej wojska wzrósł z 30 do 47 proc. a do końca tego roku ma osiągnąć 50 proc. Nawet jeśli uznać ww. dane za przesadzone, to faktem pozostaje, że w 2015 roku siły zbrojne FR otrzymały 96 nowych samolotów, 81 helikopterów, dwa okręty podwodne, 152 systemy obrony przeciwlotniczej, 291 stacji radarowych i ponad 400 pojazdów bojowych. Znaczną część tego uzbrojenia Rosjanie wykorzystali i wykorzystują w Syrii.

Poczynając od końca września 2015 roku, czyli oficjalnego rozpoczęcia operacji wojskowej w Syrii, Rosja zaangażowała tam kilka tysięcy żołnierzy i marynarzy. Trzon sił ekspedycyjnych stanowiło lotnictwo i obrona przeciwlotnicza (Siły Powietrzno-Kosmiczne), flota oraz specnaz i Wojska Powietrzno-Desantowe. W pobliżu Syrii, we wschodniej części Morza Śródziemnego od początku operacji krąży rosyjska eskadra w sile od kilku do kilkunastu jednostek. Działania wojenne prowadzone są zarówno z baz na miejscu (początkowo Tartus i Chmejmim pod Latakią, obecnie także inne), jak i z terytorium Rosji (lotnictwo dalekiego zasięgu, Flotylla Kaspijska). Bazy w Syrii osłaniają pododdziały piechoty morskiej (810 Brygada z Sewastopola) i desantowców (7 Dywizja z Noworosyjska). Trzon kontyngentu, co wynika z charakteru operacji, stanowiły i stanowią jednak siły powietrzne. W pierwszej fazie operacji, do listopada 2015, w Syrii znajdowało się przeszło 30 samolotów bojowych, 10 helikopterów bojowych oraz samoloty i śmigłowce wsparcia. W połowie listopada do walki weszły samoloty bazujące w Rosji, a kontyngent w Syrii został zwiększony, by w apogeum (styczeń 2016) osiągnąć stan ok. 80 samolotów i helikopterów bojowych. Po incydencie z Turcją w listopadzie 2015, gdy zestrzelony został rosyjski bombowiec, na teatr działań wojennych trafiły dodatkowe wyrzutnie rakietowe obrony przeciwlotniczej, w tym S-400, jak też dodatkowe systemy walki radioelektronicznej.

Operacja w Syrii

30 września 2015 rosyjskie samoloty wykonały swoje pierwsze naloty na cele w Syrii. Mimo ograniczeń w powietrzu i na morzu, z okrętami desantowymi liczącymi sobie średnio po 25 lat, wojsko było zdolne utrzymać wysoki poziom intensywności działań powietrznych. W apogeum operacji Rosjanie wykonywali ponad 80 lotów dziennie. W Syrii zadebiutowały m.in. bombowce strategiczne, sterowane pociski kierowane, helikoptery, lotnictwo zwiadu elektronicznego. Przećwiczono w warunkach bojowych współdziałanie sił specjalnych (na lądzie) z lotnictwem, przy wykorzystaniu m.in. dronów (w oparciu o wykonane przez nie rozpoznanie przeprowadzono mniej więcej co czwartą operację powietrzną).

Operacyjne tempo rosyjskich sił powietrznych było dość wysokie od samego początku kampanii. W październiku 2015 r. łączne siły 34 samolotów i 16 helikopterów wykonywały średnio 45 lotów dziennie. Początkowo średnio 20 lotów, a w apogeum, w dniach 8-9 października – ok. 60 dziennie. Następnie intensywność zmniejszyła się, by znów zwiększyć się w listopadzie 2015 r., po zamachu na samolot pasażerski nad Synajem, a potem po zestrzeleniu rosyjskiego Su-24 przez Turków. W połowie listopada Moskwa ogłosiła wzmocnienie kontyngentu w Syrii przez 37 maszyn Su-34 i Su-27. Dzięki temu intensywność działań udało się zwiększyć do 127 lotów dziennie. Ogólnie średnia do końca 2015 roku wyniosła 60 lotów dziennie. Rekord padł 24 grudnia: 189 ataków powietrznych. Tak wysokie tempo operacji może zaskakiwać, biorąc pod uwagę serię wypadków w lotnictwie rosyjskim w 2015 roku (w kilka miesięcy lotnictwo straciło sześć różnych samolotów). Mówiło się dużo o nadmiernej eksploatacji i przestarzałym sprzęcie. Jednak utrzymanie tak wysokiej intensywności działań przez trzy miesiące dobrze świadczy o stanie lotnictwa.

Dla bombowców czy samolotów szturmowych sytuowanych blisko frontu, trzy naloty dziennie uważane są za maksimum, które można utrzymać przez krótki okres. W czasach sowieckich takie tempo dało się utrzymać tylko przez pierwszych kilka dni, po czym aktywność spadała do dwóch, a następnie jednej misji bojowej dziennie. Tymczasem w Syrii Rosjanie bardzo długo utrzymywali wysoką intensywność lotów, co wymaga dobrej technicznej jakości maszyn, wytrzymałości załóg i profesjonalizmu obsługi technicznej. Rosja udowodniła w Syrii, że w ostatnich latach poprawiła znacząco swe logistyczne procedury i struktury. Do tego dochodziło 100-150 lotów miesięcznie wykonywanych przez samoloty nie stacjonujące stale w Syrii. Większość z nich to bombowce strategiczne (Tu-160 lub Tu-95) i operacyjne (Tu-22M3), ale były też myśliwsko-bombowe Su-34 regularnie pojawiające się nad Syrią. W latach 90. XX w. tylko co dziesiąty pilot rosyjskich myśliwców i bombowców potrafił tankować w powietrzu. Teraz częste pojawianie się Su-34 nad Syrią sugeruje, że przynajmniej w eskadrach tych właśnie maszyn tankowanie w powietrzu stało się normą. Su-34 startowały z Rosji, więc musiały być tankowane w powietrzu podczas lotu nad Morzem Kaspijskim, Iranem i północnym Irakiem.

W marcu 2016 r. Władimir Putin ogłosił oficjalne zakończenie rozpoczętej pod koniec września 2015 r. operacji w Syrii. Nie oznaczało to jednak faktycznie końca rosyjskich działań wojennych w tym kraju, choć wpłynęło na zmiany w kontyngencie w okresie do jesieni 2016, gdy obecność wojskowa Rosji znów zaczęła się zwiększać. W pierwszym etapie operacji Rosjanie z powodzeniem uderzyli w składy broni i amunicji zdobytej przez rebeliantów na siłach rządowych. Po wyeliminowaniu tych celów, lotnictwo rosyjskie zaczęło współdziałać z lądowymi siłami syryjskimi i irańskimi w ich ofensywie przeciwko opozycji w północno-zachodniej części Syrii. Rosjanie na dużą skalę testują w Syrii bliskie lotnicze wsparcie dla wojsk lądowych opierając się głównie na rozpoznawczym wsparciu oddziałów sił specjalnych, naprowadzających na cele. Stąd udział, i to na dużą skalę, oddziałów Dowództwa Sił Operacji Specjalnych. Ta elitarna formacja liczy nie więcej niż 1000 ludzi. Powstała w 2013 roku, a już teraz odgrywa bardzo ważną rolę w Syrii, m.in. naprowadzając i dokonując korekty ataków powietrznych, w tym pociskami rakietowymi.

Siły powietrzne wykazały zdolność współpracy zarówno z innymi rodzajami wojsk Rosji, jak i zagranicznymi siłami. Co ważne, rosyjskie siły powietrzne pokazały zdolność koordynowania działań z lądowymi siłami syryjskimi i irańskimi, które prowadziły natarcie na pozycje rebeliantów pod powietrzną osłoną Rosjan. Choć ofensywy te nie były aż tak skuteczne jeśli chodzi o odzyskiwanie terenu, jak mogli mieć nadzieję w Moskwie, to jednak wyparły opozycję z kilku kluczowych obszarów i wzmocniły zdecydowanie pozycję Baszara Asada przy stole ewentualnych negocjacji pokojowych.

A2/AD

Z punktu widzenia NATO najpoważniejsze wnioski, jeśli chodzi o ocenę rosyjskiej aktywności militarnej w Syrii, powinno się wyciągnąć z zastosowania tak zwanej taktyki A2/AD. Dokładniej zaś, chodzi o rakietowy przeciwlotniczy system S-400 Triumf, rozmieszczony na teatrze wojny pod koniec listopada 2015 r. S-400 jest jednym z wielu narzędzi taktyki „anti-access/area denial” rozwijanej przez Rosję dla zredukowania technologicznej przewagi Zachodu w powietrzu, najbardziej drastycznie uwidocznionej chyba podczas wojny w Zatoce Perskiej 1990-1991, gdy reżim Saddama Husajna uzbrojony w sowiecką broń okazał się bezbronny wobec samolotów i rakiet koalicji. Instalując w Syrii S-400 Rosjanie stworzyli tzw. bańkę powietrzną, A2/AD. Ta taktyka poważnie utrudniła koalicji kampanię nalotów wymierzonych w IS. S-400 jest groźną bronią, nie tylko z racji zasięgu. To system technologicznie bardzo dobry, przetwarzający dane z całej gamy aktywnych i pasywnych czujników i radarów. W przeszłości sowieckie systemy obrony powietrznej opierały się na jednym jedynym radarze kontroli ognia, zniszczenie którego czyniło całą baterią „ślepą”, a tym samym bezużyteczną. S-400 jest pod tym względem krokiem naprzód. System ten ma też główne pociski 40N6, którą zachowują się „inteligentnie” namierzając cel.

Dzięki S-400 Rosja praktycznie może wprowadzać własną strefę zakazu lotów. Od końca zimnej wojny NATO nie przygotowywało się do walki militarnej z Rosją, nie rozwijało arsenału broni antyradarowej. Znaczący technologiczny skok Rosjan w tej dziedzinie można było zaobserwować właśnie w Syrii. W tej kwestii warte podkreślenia jest jeszcze jedno: imponująco szybko wyglądała reakcja na zestrzelenie Su-24 przez Turków 24 listopada 2015. W ciągu dwóch dni Rosja rozmieściła S-400, obejmujący zasięgiem znaczną część Syrii i poważnie utrudniając działanie koalicji. W 1999 r., podczas 2 wojny czeczeńskiej, rozmieszczenie oddziałów federalnych w odpowiedzi na rajd Basajewa do Dagestanu, zajęło ponad dwa tygodnie. Rosyjskie możliwości A2/AD z punktu widzenia Polski maja kluczowe znaczenie w odniesieniu do rosyjskich zdolności uderzeniowych wyprowadzanych z Obwodu Kaliningradzkiego.

System dowodzenia

W Syrii Rosjanie przetestowali nowy system dowodzenia i kontroli. W listopadzie 2014 roku ministerstwo obrony uruchomiło Centrum Kierowania Obroną Narodową (NDCC), które pełni rolę wielkiego komunikacyjnego hubu oraz centrum analizy zaawansowanych danych dla wojska. Obecność NDCC umożliwia dużo szybszy transfer informacji między teatrami działań i dowódcami wojskowymi w Moskwie. Teraz dane ze wszystkich aktywów wojskowych z całego świata są zbierane i analizowane w jednym miejscu. NDCC zredukowało liczbę kroków w wojskowym procesie decyzyjnym, co dało większą szybkość i skuteczność dopasowania działań militarnych do zmieniających się otoczenia i okoliczności – najlepiej przetestowano to w Syrii właśnie.

Utworzenie Centrum Kierowania Obroną Narodową poprawiło dowodzenie i kontrolę na najwyższym szczeblu decyzyjnym. Wojsko jest zdolne reagować dużo szybciej na decyzje podjęte przez kierownictwo polityczne. Oczywiście nie powinno się przeceniać osiągnięć na tym polu, ale jednak coraz większa część sił zbrojnych jest zdolna reagować szybko na decyzje władz państwa, coraz więcej oddziałów można rozmieszczać przy granicach kraju. Można przyjąć, że Rosja w tej chwili dysponuje nawet 30 tys. ludzi, których w każdej chwili może rzucić do boju.

Operacja w Syrii pokazała postęp w integracji różnych rodzajów wojsk sił zbrojnych FR. Powyższe było skądinąd jednym z celów wojskowej reformy uruchomionej po wpadkach w wojnie 2008. Aby poprawić koordynację, zreorganizowana została struktura regionalnych dowództw tak, aby wszystkie niestrategiczne jednostki wojskowe w każdym okręgu wojskowym znalazły się pod bezpośrednim zwierzchnictwem dowódcy okręgu. Wcześniej współpraca różnych rodzajów wojsk w określonym regionie musiała być koordynowana przez ich dowództwa w Moskwie. Nowa struktura umożliwiła sprowadzić tę koordynację na niższy, regionalny poziom. To bardzo przyspieszyło proces decyzyjny w konfliktach regionalnych.

Przykładem sprawnego współdziałania różnych rodzajów wojsk był dobrze skoordynowany transport sił do Syrii drogą powietrzną i morską. Zresztą flota wojenna jest ważnym elementem operacji, zapewniając nie tylko transport, ale też osłonę sił działających na lądzie i w powietrzu. To system S-300 zainstalowany na pokładzie flagowego okrętu Floty Czarnomorskiej krążowniku Moskwa osłaniał w pierwszej części operacji lotnictwo i bazy przed potencjalnymi atakami. Okręty wojenne wzięły też bezpośredni udział w ostrzale celów w Syrii.

Rodzaje sprzętu

Niezwykle ambitny program modernizacji sił zbrojnych do 2020 roku znajduje się dopiero w 1/3 realizacji, co gorsza, wydano jednocześnie już 2/3 przeznaczonych środków. Wojna w Syrii dała okazję do przetestowania szeregu nowych rodzajów i typów uzbrojenia, które trafiły w ostatnich latach na wyposażenie SZ FR. Jakiej broni i sprzętu Rosja użyła w walce po raz pierwszy właśnie w Syrii? Chociażby myśliwców Su-35S, śmigłowców bojowych Mi-35, Mi-28N Nocny Łowca i Ka-52 Aligator, pocisków kierowanych Kalibr (wystrzelone z okrętów Flotylli Kaspijskiej i okrętu podwodnego Rostow nad Donem).

Po raz pierwszy lotnictwo rosyjskie użyło też precyzyjnie sterowanej amunicji (PGM) w walce. Ale tylko ok. 20 proc. ataków przeprowadziło przy użyciu nowoczesnego uzbrojenia. Operacja syryjska pokazała, że Rosjanie bardzo oszczędnie korzystają z nowych generacji amunicji, drogich w porównaniu z amunicją nieprecyzyjną. Wydaje się, że jeszcze długo Rosja nie będzie gotowa na „inteligentną wojnę”. Zbyt to kosztowne, a poza tym rosyjska zbrojeniówka nie ma możliwości technologicznych, by przezbroić siły zbrojne wyłącznie na inteligentne rodzaje broni i amunicji, które pozostają dodatkiem do klasycznych systemów. Rosyjscy analitycy wskazują, że wysoka skuteczność nalotów z użyciem amunicji niesterowanej była możliwa dzięki użyciu nowoczesnego pokładowego sprzętu naprowadzającego i wysokiemu stopniowi wyszkolenia pilotów. W efekcie, po  raz pierwszy, rosyjskie samoloty były zdolne uderzać w wiele celów w jednym ataku. Wrażliwość lotnictwa na wrogie ataki została zmniejszona dzięki ograniczeniu czasu przebywania w obszarach narażonych na ogień przeciwlotniczy z ziemi oraz dzięki użyciu technologii pozwalającej atakować w nocy. Lotnictwo rosyjskie użyło też po raz pierwszy bezzałogowych pojazdów latających (UAV) dostarczających informacji o celach i o skuteczności nalotów.

Wśród najlepiej sprawujących się w syryjskiej kampanii samolotów znalazł się Su-34. Rosja dysponuje 46 takimi maszynami, naszpikowanymi inteligentnym uzbrojeniem. Ten wielozadaniowy bombowiec taktyczny przenosił większość precyzyjnie kierowanej amunicji, jak choćby sterowane przez system satelitarny GLONASS bomby KAB-500S, sterowane laserem bomby do niszczenia ważnych celów czy rakietowe pociski kierowane Kh-25ML i Kh-29L. GLONASS został ogłoszony w pełni operacyjnym systemem dopiero w 2011 roku. W Syrii po raz pierwszy przetestowano go w warunkach bojowych. Na tą chwilę jednak nieznane są efekty jego zastosowania dla celności nalotów. Moskwa była wszakże do tego stopnia zadowolona z zachowania Su-34 w Syrii, że przyznano order Siergiejowi Smirnowowi, dyrektorowi zakładów lotniczych w Nowosybirsku, produkujących te maszyny.

W maju 2016 r. Rosjanie wycofali z Syrii wszystkie samoloty Su-25, które są maszynami przeznaczonymi do wsparcia sił lądowych (tzw. „powietrzny kałasznikow”). Su-25 to weteran wojen w Afganistanie, Tadżykistanie, obu czeczeńskich, czy z Gruzją w 2008. Pomimo kolejnych modernizacji, nawet najnowszy wariant Su-25SM nie może się obronić przed wieloma obecnymi systemami obrony przeciwlotniczej. Jest też łatwo wykrywalny. W wojnie gruzińskiej to właśnie Su-25 najczęściej padały ofiarą dość prymitywnej obrony przeciwlotniczej wroga,  w tym ręcznych przenośnych wyrzutni p-lot. W Syrii Su-25 wykonały ok. 3500 lotów spośród ogólnej liczby 9000. Ich oczami i uszami były drony i siły specjalne, co zapewniło dość wysoką skuteczność. Rosjanie wycofali Su-25 z akcji, gdy uznali, że nowa wersja maszyny została wystarczająco przetestowana i nie było już takiej konieczności, by brały one udział w walce. Dzięki doświadczeniom syryjskim łatwiej będzie dalej pracować nad udoskonaleniem tej maszyny tak, by mogła działać w warunkach obecności zaawansowanych systemów przeciwlotniczych. Prace modernizacyjne mają dać nowy wariant Su-25SM3, wyposażony m.in. w systemy walki elektronicznej, w tym system ochronny Witebsk-25. Ten ostatni system ma być też wykorzystany dla ochrony przed ręcznymi wyrzutniami rakietowymi helikopterów Mi-8AMTSh, Mi-8 MTV-5 oraz Ka-52. Siły Powietrzne FR planują zamówić co najmniej 45 maszyn Su-25SM3 do roku 2020. Już trwają prace nad kolejną lepszą wersją: Su-25SMT.

W oparciu o doświadczenia z Syrii udoskonalone mają być nie tylko samoloty czy śmigłowce, ale też broń naziemna. Producent pancernych pojazdów Uralwagonzawod zaczął pracować nad czołgiem, który może skutecznie prowadzić walkę w warunkach miejskich. Przede wszystkim, chodzi o zwiększenie siły ognia poprzez zainstalowanie bardziej wydajnego systemu kontroli ognia z celownikiem Sosna, nowy elektromechaniczny stabilizator kierowniczy, zmodernizowane działko 2A46M. Do tego zamontowane ma być ostrze buldożera służące do oczyszczania drogi jazdy z ruin. Przewiduje się specjalny kokpit z szybami dla dowódcy. Czołg ma być wyposażony z każdej strony w reaktywne tarcze. Taki udoskonalony T-72 ma też dostać specjalne urządzenia elektroniczne, które będą zakłócały działanie przeciwnika, na przykład zdalne odpalanie IED.

Wojna w Syrii stała się też miejscem przetestowania czołgów T-90, wyposażonych w system aktywnej obrony Sztora. Okazało się, że przeżywalność tej konstrukcji, będącej przecież ewolucją wozu T-72 jest zasadniczo większa od czołgu, na którym oparto T-90. Nowoczesny system kierowania ogniem zwiększył z kolei w zasadniczy sposób celność ognia. Wykorzystywane przez syryjskie siły rządowe stare T-72 również skokowo poprawiły  swe możliwości, co było efektem remontów, doposażenia w pancerz reaktywny, ale przede wszystkim zasadniczego poprawienia wyszkolenia załóg.

Sądząc po doświadczeniach syryjskich, rosyjscy generałowie szczególną wagę przywiązują do systemów broni taktycznej. Pod koniec 2015 roku w Syrii rozmieszczono operacyjno-taktyczny system rakietowy PTRC 9K720 Iskander. Przemysł zbrojeniowy pracuje nad pociskami dla tego systemu, w tym kierowanymi, aby zwiększyć ich zasięg. Może być to istotne w kontekście kwestii obecności Iskanderów w obwodzie kaliningradzkim. Po raz pierwszy Iskandery były użyte przez rządowe wojsko syryjskie w latach 2013-2014 dla powstrzymania ofensywy rebeliantów. System działał w połączeniu z dronami i siłami specjalnymi. Nie wiadomo jednak, czy w walce w Syrii użyto najnowszej wersji pocisku dla Iskandera: R-500 (z zasięgiem co najmniej 500 km).

Uwagę w syryjskiej kampanii zwraca zastosowanie całej gamy pocisków rakietowych, w tym „rosyjskich Tomahawków”. W październiku 2015 roku Flotylla Kaspijska wystrzeliła 26 pocisków Kalibr, trafiając w 11 celów w Syrii. W listopadzie poleciało kolejne 18 przeciwko siedmiu celom. Jeden taki pocisk kosztuje 6,5 mln dolarów (ale gdy idzie na eksport). Te sprzedane własnemu wojsku kosztowały 980 000 dolarów za sztukę. Łatwo policzyć, że cała operacja kosztowała około 40 mln dolarów, a nie miała wojskowego uzasadnienia, bo zaatakowane cele i tak skutecznie zbombardowało lotnictwo. Wystrzelenie kierowanych pocisków (cruise) przeznaczonych do zwalczania celów lądowych (LACM) miało przede wszystkim służyć jako demonstracja możliwości uderzeniowych Rosji. Pociski wystrzelone z trzech korwet i fregaty przeleciały nad terytorium Iranu i Iraku, zanim uderzyły w cele w Syrii. Tylko cztery rozbiły się z powodu błędów nawigacyjnych. Odpalając pociski z Morza Kaspijskiego Rosja zademonstrowała, że może zaatakować z okrętów znajdujących się pod osłoną rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Prawdziwym celem było pokazanie, że Rosja ma nowe możliwości ataku rakietowego, które będzie bardzo trudno zneutralizować. Kolejnym pokazem nowych uderzeniowych możliwości floty było odpalenie w grudniu 2015 r. pocisków Kalibr z niedawno zbudowanego okrętu podwodnego o napędzie dieslowskim, operującego na Morzu Śródziemnym. Siłą tej broni jest zasięg rakiet (2500 km) i uniwersalność. Mogą być one wystrzeliwane z niewielkich łodzi rakietowych czy też małych okrętów o napędzie dieslowsko-elektrycznym, które trudno namierzyć, zwłaszcza na wodach przybrzeżnych. W sytuacji, gdy zainstalowane na lądzie systemy obrony powietrznej stają się w Europie rzadkością, Rosja może zagrozić NATO ostrzałem podobnymi pociskami z różnych lokalizacji. Jeśli jeszcze uzbroi je w atomowe głowice, szantaż może być jeszcze bardziej skuteczny.

Ataki rakietowe z okrętów były ściśle koordynowane z lotnictwem dalekiego zasięgu. Pięć bombowców Tu-160, sześć Tu-95MS oraz 14 Tu-22M3 wystrzeliło kierowane pociski rakietowe Kh-555 i Kh-101 oraz zrzuciło bomby na Rakkę. Wspomniane pociski mające zasięg do 2000 km nigdy wcześniej nie były użyte w walce. Większość analityków poddaje w wątpliwość sens taktyki użytej przez lotnictwo dalekiego zasięgu, jako przestarzałej, ale celem operacji było raczej pokazanie gotowości bojowej tej części sił powietrznych, a nie wykazanie taktyki. Pocisk Kh-101 „powietrze-ziemia” wykorzystuje technologię stealth i uderza w cele na odległość nawet 5500 km, z dokładnością do 5 metrów. Wystrzeliły je strategiczne bombowce Tu-160, nawet nie wlatując w przestrzeń powietrzną Syrii. Kh-555 i Kh-101 to technologia jeszcze z czasów zimnej wojny, mające dokładność pierwszej generacji amerykańskich Tomahawków, zdolne uderzać w duże cele, łatwo wykrywalne przez radar.

Wojna w Syrii stała się okazją do promowania rosyjskiego uzbrojenia na rynkach eksportowych. W trakcie konfliktu po raz pierwszy wykorzystano bojowo na przykład śmigłowce Ka-52, myśliwce Su-35 i właśnie pociski systemu Kalibr-NK. Szeroko wykorzystywane są też bombowce Su-34, pierwszy kontrakt eksportowy na ich zakup (do Algierii) został podpisany w styczniu tego roku. Indie są z kolei zainteresowane zakupem rosyjskich pocisków manewrujących Kalibr, które skutecznie wykorzystano przeciw Daesh w Syrii. To element szerszego trendu wzrostu atrakcyjności eksportowej uzbrojenia produkowanego przez Moskwę po rozpoczęciu interwencji w Syrii.

Słabości

Przy generalnie pozytywnej ocenie militarnych aspektów operacji syryjskiej w Rosji, nie da się nie zauważyć szeregu minusów i mankamentów. Sam W. Putin przyznał publicznie, że kampania wykazała szereg problemów w siłach zbrojnych, które trzeba będzie rozwiązać. Prezydent mówił o tym podczas spotkania z wojskowymi i menedżerami przemysłu zbrojeniowego 10 maja 2016. Prezydent FR nie wymienił konkretnych problemów, za to później nieco więcej powiedział na ten temat rzecznik prezydenta, Dmitrij Pieskow: „Po pierwsze, działanie niektórych urządzeń, praca pewnych systemów technicznych”.

Większość problemów wyszła na jaw podczas działań bojowych. Problemy techniczne w przypadku samolotów, ujawnione w czasie działań bojowych, głównie dotyczą systemu kontroli i silników i nie mają poważnego charakteru. Wiadomo też o zastrzeżeniach do działania nowej linii precyzyjnej sterowanej amunicji KAB. Trzeba jednak pamiętać, że skala użycia precyzyjnej broni była jednak dużo mniejsza, niż w operacjach prowadzonych np. przez wojska zachodnie. W dużo mniejszej skali, niż choćby Amerykanie i ich sojusznicy w Afganistanie, Rosjanie używają też dronów. To utrudnia pełną ocenę.

W porównaniu z wojną z Gruzją na pewno widać postępy, ale i tak lotnictwo rosyjskie jest wciąż daleko za siłami USA. Użycie lotnictwa dalekiego zasięgu aby odpalić z niego rakietowe pociski kierowane zostało przedstawione w wojskowej prasie jako krok naprzód i demonstrację zaawansowanych możliwości, choć tak naprawdę nic w tym nowego ani przełomowego. W grudniu 2015 r. w wywiadzie dla Radia Echo Moskwy gen. Anatolij Konowałow, zastępca dowódcy lotnictwa, przyznał, że były „pewne problemy” w Syrii. Pytany o ocenę udziału lotnictwa dalekiego zasięgu w operacji syryjskiej, Konowałow powiedział: „Są problemy z samolotami. W szczególności w użyciu odpalanych z powietrza pocisków kierowanych. Pracujemy teraz nad tym. Wierzę, że w najbliższej przyszłości usuniemy problemy, które się pojawiły”.

Pojawiły się też problemy z transportem morskim. Aby w tak krótkim czasie przerzucić w miarę dyskretnie tak duże ilości sprzętu i wojska, Rosja musiała nie tylko zmobilizować wszystkie swe siły w tym regionie, ale nawet zakupić starsze tureckie statki transportowe oraz dostosować do przewozu sprzętu innego rodzaju jednostki pływające. Do września 2015 roku większość analityków uważała, że Rosja nie jest zdolna do przeprowadzenia wojskowej operacji daleko od jej bezpośredniego sąsiedztwa, ponieważ jej wojsku brakuje zdolności do transportu znaczącej liczby ludzi i sprzętu na odległe teatry działań. Moskwa potrafiła jednak zmobilizować wystarczająco duże ilości sprzętu morskiego i powietrznego, by przerzucić swoje siły do Syrii. Przypominało to jednak pospolite ruszenie i działanie na granicy wydolności (wykorzystano niemal wszystkie transportowce, jakimi Rosja dysponowała, sięgnięto nawet po kilkanaście tureckich statków handlowych). Do transportu użyto 15 samolotów transportowych An-124 i Ił-62. Loty wykonywano pod przykryciem dostaw pomocy humanitarnej.

Obok technicznych problemów oraz obiektywnych ograniczeń potencjału, w Syrii Rosjanie nie uniknęli też niedociągnięć i błędów czynnika ludzkiego. Zestrzelenie bombowca Su-24 przez Turków nad granicą 24 listopada 2015 r. wynikało z tego, że na początku operacji loty bombowców były wykonywane z naruszeniem reguł, choćby tej mówiącej, że muszą być na całej długości lotu bojowego osłaniane przez myśliwce. Inna wpadka dowódców to katastrofa helikoptera Mi-28N w prowincji Homs 12 kwietnia 2016. Tutaj zawinił pilot – a to pozwala stawiać pytanie o poziom i jakość szkolenia pilotów.

Wnioski

Generalnie operacja w Syrii pokazuje, iż armia rosyjska w porównaniu z okresem wojny z Gruzją dokonała dużego postępu technologicznego oraz organizacyjnego. Z punktu widzenia bezpieczeństwa RP oraz – szerzej – państw NATO na wschodniej flance paktu najbardziej niepokojący jest jednak bardzo wysoki  poziom gotowości bojowej  sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Siły rosyjskie są niezmiennie nieporównywalnie słabsze niż siły NATO, ale fakt, iż Moskwa może w bardzo krótkim czasie wystawić do boju znaczne siły stawia pytanie nie o potencjał, a o możliwości mobilizacyjne oraz o stan sił szybkiego reagowania NATO. Istotna jest też skłonność Moskwy do podejmowania bardzo ryzykownych, prowokacyjnych, a czasem wręcz brawurowych działań tak politycznych, jak i militarnych. Kombinacja tej cechy z wysoką gotowością bojową jest w istocie tym, co niesie za sobą najpoważniejsze ryzyko dla Polski oraz – w jeszcze większym stopniu – państw bałtyckich. Scenariusz, w którym Rosja świadomie dążyłaby do wojny – nawet na ograniczoną skalę – jest nieduży. Ryzyko wynika z tego, iż kolejna rosyjska prowokacja może wymknąć się spod kontroli.


zdjęcie: Su-34 w czasie ataku rakietowego na cele w Syrii; By Mil.ru, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=44329152