Gazowa rewolucja na Ukrainie

  • Ukraina w ciągu ostatniego roku znacząco wzmocniła swoje bezpieczeństwo energetyczne. Zmniejsza się uzależnienie od dostaw gazu z Rosji, zwiększają się dostawy z UE, spada krajowa konsumpcja gazu, ruszyły wewnętrzne reformy sektora gazowego.

  • Ukraina jest dziś mniej zależna od dostaw gazu z Rosji niż np. Polska. Udział kierunku wschodniego w imporcie gazu przez Ukrainę szybko zmniejsza się: w 2013 r. było to 95 proc., w 2014 r. 75 proc., a w tym roku ma być już tylko 40 proc.
  • Pozycję negocjacyjną Kijowa wobec Moskwy wzmacnia spadek zapotrzebowania na gaz. Konsumpcja tego surowca na Ukrainie zmniejsza się na skutek recesji gospodarczej, programów oszczędnościowych oraz drastycznej podwyżki cen dla odbiorców indywidualnych.
  • Polityka nowej ekipy w Kijowie wytrąciła Moskwie z rąk jedno z najgroźniejszych narzędzi wpływania na Ukrainę – upolitycznienie i skorumpowanie handlu gazem.
  • Uderzenie w interesy oligarchy Dmytro Firtasza oznacza, że ukraiński rząd poważnie traktuje reformę sektora gazowego.
  • Zmiany na rynku energetycznym Ukrainy otwierają szansę na eksport surowca na ten rynek przez polskie firmy – zwłaszcza po uruchomieniu gazoportu w Świnoujściu. Zaś redukcja własnej produkcji węgla przez Ukrainę jest szansą na eksport na ten rynek węgla polskiego.


Skuteczna dywersyfikacja dostaw gazu i poprawa warunków importu z Rosji wraz ze spadkiem zapotrzebowania na surowiec (recesja i wojna w Donbasie) zmniejszyły drastycznie uzależnienie Ukrainy od dostaw gazu z Rosji. W połączeniu z uchwalonymi zmianami legislacyjnymi regulującymi wewnętrzny rynek gazu podnosi to jego konkurencyjność. Proces stopniowego uniezależniania się od importu gazu z Rosji zwiększa bezpieczeństwo inwestycji w sektorze energetycznym Ukrainy, a faktyczna utrata większości kopalni (tereny okupowane w Donbasie) i reforma w przemyśle węglowym otwierają nowe perspektywy dla eksportu polskiego węgla.

Gaz na Ukrainie

Ukraina wciąż pozostaje jednym z największych konsumentów gazu na świecie (13. miejsce) i w Europie (5. miejsce). Jednak zużycie tego surowca z roku na rok się zmniejsza. W 1991 r. wynosiło 118 mld m³, w 2012 r. 55 mld m³, a w tym roku – jak wynika z prognoz ministerstwa energetyki – będzie wynosiło już tylko 40 mld m³.

Redukcji zużycia gazu towarzyszy inny proces – zmniejszanie udziału gazu importowanego w bilansie ukraińskim. W tym roku surowiec zagraniczny pokryje połowę zapotrzebowania. To ok. 20 mld m³. Jeszcze w 2012 r. było to 33 mld m³, a w 2008 r. – 53 mld m³. Własny gaz zaspokoi drugą połowę zapotrzebowania – 20-21 mld m³. Co ważne, ukraińskie złoża gazu ziemnego leżą na obszarze kontrolowanym przez władze w Kijowie. Z łącznie sześciu „gazowych” obwodów (na zachodzie iwano-frankowski i lwowski, a na północnym wschodzie czernihowski, charkowski, połtawski i sumski) tylko charkowski jest dziś zagrożony destabilizacyjnymi działaniami Rosji.

Udział gazu ziemnego w bilansie źródeł energii pierwotnej Ukrainy wynosi 40 proc. Głównym odbiorcą gazu jest przemysł ciężki (ok. 40 proc. konsumpcji). Ukraina przez lata słynęła z gigantycznego marnotrawstwa gazu. Przestarzały i ekstensywny system zużycia surowca – utrwalony przez wiele lat obowiązywania bardzo niskiej ceny gazu dla Ukrainy – charakteryzuje się dużymi stratami. Aż 9 proc. zużycia gazu przypada na tzw. straty technologiczne i związane z przesyłem gazu. Przy drastycznym wzroście ceny za rosyjski surowiec potęguje to straty ukraińskich odbiorców. Dlatego nowe władze w Kijowie w ścisłej współpracy z instytucjami UE pracują nad kompleksowym planem modernizacji infrastruktury gazowej.

Niewątpliwym atutem Ukrainy na tym polu jest jednak posiadanie ogromnych magazynów gazu – w Europie tylko Rosja ma większe. Te ukraińskie mają łączną pojemność 32 mld m³ – to 13 instalacji leżących na zachodzie kraju, a więc z dala od działań wojennych i rosyjskiego zagrożenia. Zainteresowanie UE stanem ukraińskiej infrastruktury gazowej wynika też z roli, jaką Ukraina odgrywa jako kraj tranzytowy. Przez jej terytorium Rosja transportuje większość surowca sprzedawanego Europie. Dotychczas był to ważki argument w rękach Kijowa, gdy dochodziło do konfliktów gazowych z Moskwą. Po uruchomieniu Gazociągu Północnego ilość ta jednak stale spada. W 2004 r. było to ponad 120 mld m³, a w 2012 roku już 85 mld m³. Będzie jeszcze mniej, jeśli Rosji uda się zrealizować inne projekty gazociągów omijających Ukrainę, np. Turkish Stream.

Podejmowane dotychczas próby dywersyfikacji źródeł gazu nie przyniosły efektu. Duże nadzieje wiązano z łupkami. Zgodnie z projektem zmian do strategii energetycznej, w 2030 roku około połowy wydobycia na Ukrainie miałby zapewniać gaz nietradycyjny (w tym łupkowy: 6–11 mld m³ rocznie). Ukraina posiada trzecie pod względem wielkości rezerwy gazu łupkowego w Europie – szacuje się je na 1,2 bln m³. Jedno z dwóch wielkich złóż leży na zachodzie kraju, drugie na pograniczu obwodów donieckiego i charkowskiego, w bezpośrednim sąsiedztwie obszaru walk i terenów kontrolowanych przez rebeliantów. W styczniu 2013 r. Ukraina podpisała z Royal Dutch Shell umowę ws. eksploatacji tego drugiego złoża na 50 lat. Rok później podobne porozumienie podpisano z Chevronem. Oba koncerny wycofały się już jednak z Ukrainy. Inny projekt dywersyfikacyjny od początku był raczej wirtualny. Chodzi o budowę terminala gazowego w Odessie, którym zamierzano sprowadzać do 5 mld m³ gazu rocznie (w postaci skroplonej – LNG). Inwestorów jednak brakuje, podobnie jak zainteresowanych dostawców. Wciąż przesuwana jest data uruchomienia terminala. Po rewolucji pomysł ostatecznie utknął w fazie planów.

Początki dywersyfikacji dostaw

Mimo spadku ilości importowanego gazu z 53 mld m³ w 2008 r. do ok. 20 mld m³ obecnie, szybki wzrost cen spowodował wzrost kosztów importu: z niespełna 4 mld dolarów (2005) do 14 mld USD (2011–2012). Od 2004 r. Rosja zaczęła bowiem stopniowo podnosić cenę gazu, oficjalnie podkreślając, że chce wyrównać ją do poziomu, jaki obowiązuje wobec innych krajów europejskich. Do 2005 r. Kijów płacił zaledwie 50 USD za 1000 m³. W 2012 r. już 426 USD.

W całym 2013 r. Ukraina kupiła za granicą ok. 30 mld m³ (28 mld z Rosji, 2 mld od niemieckiego RWE). To o sześć miliardów mniej niż w 2012 r. i o 13 miliardów mniej niż w 2011 r. Właśnie w 2013 roku Ukraina wypadła z pierwszej trójki zagranicznych klientów Gazpromu. Kijów dążył do redukcji importu z Rosji z powodu wysokiej ceny surowca. Ukraina płaciła dużo więcej niż większość krajów europejskich (w czerwcu 2013 rosyjski gaz kosztował 421 USD). Dlatego też ruszył import gazu z kierunku zachodniego, tzw. rewersem (czyli wykorzystując rurociągi, których zasadniczym zadaniem jest transport surowca w przeciwnym kierunku, w tym wypadku z Rosji przez Ukrainę do UE). W listopadzie 2012 r., w ramach kontraktu z niemieckim koncernem RWE, państwowy koncern Naftohaz Ukrainy rozpoczął dostawy gazu z terytorium Polski, a wiosną 2013 r. został uruchomiony import surowca z Węgier. Zaawansowane były też rozmowy ws. porozumienia o rewersie ze Słowacją. W sumie w całym 2013 r., Ukraina zakupiła w Europie 2 mld m³ gazu. Średnio był on tańszy od rosyjskiego o 30-50 USD za 1000 m³. W grudniu 2013 cena rosyjskiego gazu wynosiła 410 USD.

Grudniowa umowa z Rosją

W połowie grudnia 2013 Ukraina i Rosja zawarły porozumienie zmieniające warunki dostaw surowca (jako aneks do umowy gazowej z 2009) – przede wszystkim obniżające cenę w nagrodę za porzucenie przez Wiktora Janukowycza umowy stowarzyszeniowej z UE. Od 1 stycznia 2014 Gazprom zaczął dostarczać gaz w cenie 268,5 USD.

Grudniowe porozumienie miało ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego Ukrainy i jej sektora gazowego. Obniżka ceny rosyjskiego gazu o 1/3 była korzystna dla ekipy Janukowycza i wspierających ją oligarchów, ale nie dla państwa i gospodarki. Aneks do kontraktu uderzał w dywersyfikację dostaw surowca i blokował reformę sektora energetycznego. W aneksie znalazł się kluczowy zapis, że cena gazu musi być potwierdzana co kwartał. W ten sposób Moskwa zyskiwała potężne narzędzie nacisku na Kijów. Zarówno polityczne, ale też utrudniające Ukraińcom choćby podjęcie kroków dywersyfikacyjnych.

Z perspektywy czasu należy uznać, że wszelkie posunięcia ówczesnych władz w kierunku dywersyfikacji energetycznej były jedynie taktycznym wybiegiem, elementem presji na Moskwę. Gdy tylko porozumiano się z Rosją, zaczęto zamykać kolejno gazowe projekty ostatnich kilku lat. Jeszcze przed zawarciem umowy z Rosjanami Kijów zapowiadał, że zwiększy w 2014 r. import z krajów UE z 2 do nawet 10 mld m³. Z czego 5-7 mld miało być z Polski i Węgier, reszta ze Słowacji. Porozumienie ze Słowacją było już gotowe, ale Ukraińcy nie przyjechali w grudniu 2013 do Bratysławy. Budowa interkonektora utknęła. Mimo wsparcia Brukseli gotowej sfinansować budowę. Na początku stycznia 2014 minister energetyki Ukrainy ogłosił, że Kijów rezygnuje z rewersowych dostaw surowca z UE z powodów cenowych. Jeszcze w grudniu 2013 gaz rewersowy z Europy był tańszy od rosyjskiego (360-380 USD wobec 410 USD), ale już w styczniu – droższy (360-380 USD wobec 268,5 USD).

Zwrot ku Zachodowi

Zwycięstwo rewolucji i zmiana władz w Kijowie przekreśliły dopiero co zawarte gazowe umowy Janukowycza z Moskwą. Gazprom wrócił do wyższych cen gazu, na dodatek zaczął żądać szybkiej spłaty zadłużenia – w tym części będącej obiektem sporu w międzynarodowym arbitrażu (kwestia zapłaty za surowiec nieodebrany przez Kijów mimo klauzuli „take-or-pay”). Problemy z regulowaniem zadłużenia i zaostrzający się konflikt militarny doprowadziły nawet do okresowego wstrzymania dostaw z Rosji (czerwiec – październik 2014). Przypadło to jednak na okres letni, więc niewiele zaszkodziło ukraińskiej gospodarce. Tym bardziej, że nowy rząd w Kijowie szybko wrócił do zarzuconych przez poprzedników planów zwiększania importu gazu z UE.

Mimo to, w 2014 r. udział rosyjskiego gazu w imporcie wciąż był bardzo duży – niemal 75 proc. W ub.r. Ukraina sprowadziła z zagranicy 19,5 mld m³ gazu. Z Rosji 14,5 mld m³, zaś pozostałe 5,1 mld m³ z kierunku zachodniego: Słowacji (3,6 mld m³), Polski (0,9 mld m³), Węgier (0,6 mld m³). Należy przy tym pamiętać, że rosyjski udział w imporcie byłby wyższy, gdyby nie zawieszenie dostaw w okresie czerwiec-październik 2014. Sprowadzany z UE gaz Ukraińcy kupowali głównie od firm niemieckich (RWE, E.ON), ale też francuskiego GdF Suez czy norweskiego Statoilu. Znów, jak przed aneksem Naftohazu z Gazpromem z grudnia 2013, gaz rewersowy z Zachodu był wyraźnie tańszy od rosyjskiego. W ostatnim kwartale 2014 r. Rosji trzeba było płacić 378 USD, a firmom europejskim 250 USD za 1000 m³. Gaz z Europy pozostawał atrakcyjniejszy cenowo nawet w pierwszych miesiącach br., po obniżce ceny surowca rosyjskiego do 329 USD, związanej ze spadkiem cen ropy na świecie (Rosjanie od wielu lat wiążą cenę sprzedawanego gazu z ceną ropy).

Dostawy z kierunku zachodniego mogą być jeszcze zwiększone. Budowa interkonektora Vojany-Użhorod i zwiększenie jego przepustowości będą miały największe znaczenie. Łącznik zaczął działać w pełni we wrześniu 2014, a jego możliwość transportowa wzrosła z 11,5 do 14,5 mld m³ rocznie. Taka ilość jest równa ponad 1/3 rocznego zużycia gazu na Ukrainie. Korzyści z rewersu ma też Słowacja. Przez wiele lat była strategicznym krajem tranzytowym w transporcie gazu rosyjskiego do Europy. Gazprom śle gaz przez słowacką „gazową autostradę” (cztery nitki gazociągu) do Czech i hubu Baumgarten koło Wiednia (i dalej do Niemiec i Włoch). Budowa Nord Stream i zapowiedzi South Stream (a teraz Turkish Stream) drastycznie zmniejszyły ilości transportowanego przez Słowację surowca. Rewers na Ukrainę pozwoli więc jej utrzymać status ważnego państwa tranzytowego.

Z planów ministerstwa energetyki i Naftohazu wynika, że w tym roku Ukraina zamierza sprowadzić do kraju 26 mld m³ gazu w następujących proporcjach: 40 proc. od Gazpromu, 60 proc. od firm europejskich.

Taktyczne ustępstwo Rosji

Postępująca szybko utrata rynku ukraińskiego oraz generalnie bardzo złe wyniki Gazpromu w ub.r. (czysty zysk obniżył się w stosunku do 2013 r. o około 70 proc.) zmusiły Moskwę do zawarcia porozumienia gazowego z Kijowem, które w założeniu Rosjan, przy krótkoterminowych stratach, długofalowo ma przywrócić ich dominację na ukraińskim rynku.

Pierwszego kwietnia Rosja i Ukraina zawarły kolejny aneks do umowy z 2009 r. Oznacza on przedłużenie obowiązywania tzw. pakietu zimowego do końca czerwca 2015 roku. Pakiet zimowy to porozumienie z jesieni zawarte po rokowaniach Rosja-Ukraina-UE, regulujące kwestie dostaw gazu w okresie od listopada 2014 do marca 2015. Aneks z 1 kwietnia zakłada, że cena rosyjskiego gazu dla Ukrainy w II kwartale 2015 r. wynosić będzie nie więcej niż 248 USD za 1000 m³.

Obniżka ceny zgodnie z kwietniową umową ma pozwolić Gazpromowi rywalizować skutecznie z europejskimi rywalami na Ukrainie. Odbudowa wpływów na rynku gazowym oznaczać będzie zaś odbudowę rosyjskich wpływów politycznych. Koszty niższej ceny poniesie nie Gazprom, a budżet rosyjski. Aż 100 USD ze zniżki za 1000 m³ ma być uzyskane dzięki obniżce podatku eksportowego – postanowienie wydał 31 marca rząd FR.

Uzgodniona cena jest średnio o 30 USD za 1000 m³ niższa od ceny gazu sprowadzanego z kierunku zachodniego. Jest to oczywiście korzystne dla Naftohazu i budżetu państwa, niesie jednak ze sobą zagrożenie dla dalszych perspektyw dywersyfikacyjnych. W pewnym sensie mamy do czynienia z powtórką sytuacji z przełomu 2013/2014 r. Także wtedy Rosjanie drastycznie obniżyli cenę, stając się tańszym dostawcą od konkurencji zachodniej, co natychmiast skłoniło ówczesny rząd ukraiński do zaniechania dalszych prób dywersyfikacji źródeł energii.

Póki co Kijów podtrzymuje wolę dalszego zwiększania dostaw z kierunku zachodniego, w tym uruchomienie przez Słowację tzw. dużego rewersu (do 30 mld m3 rocznie na gazociągu Braterstwo), rozpoczęto także rozmowy o dostawach przez Rumunię.

Idąc na taktyczne ustępstwo (aneks z 1 kwietnia), Gazprom wciąż liczy na zwycięstwo strategiczne. Należy bowiem pamiętać, że wciąż obowiązującą zasadniczą umową (jedynie potem aneksowaną) jest kontrakt z 2009 r., skrajnie niekorzystny dla Ukrainy. Od czerwca 2014 roku toczy się postępowanie między Naftohazem i Gazpromem przed Trybunałem Arbitrażowym w Sztokholmie. Jego przedmiotem jest m.in. wnioskowana przez stronę ukraińską kompleksowa zmiana postanowień kontraktu z 2009 r. Gazprom z kolei domaga się od Ukrainy wypłaty 20 mld USD kary za niestosowanie się do klauzuli „take-or-pay” zapisanej w 2009 r. Naftohaz twierdzi, że nie zapłaci. Inne zaległości spłacił już pod koniec ub.r. (ponad 3 mld USD). Wynik arbitrażu oraz zapowiadane trójstronne rozmowy Rosja–Ukraina–UE będą miały decydujący wpływ na ukształtowanie się nowego modelu handlu gazem Moskwy z Kijowem.

Deoligarchizacja gazu

Pozytywnym tendencjom w handlu gazem towarzyszy wprowadzanie systemowych zmian w funkcjonowaniu sektora gazowego. Po raz pierwszy po 1991 r. aktualni przywódcy polityczni nie mają biznesowych powiązań w sektorze gazowym. Kijów unika też politycznych negocjacji z Kremlem, pozostawiając to menedżerom z Naftohazu i ministerstwa energetyki. Które też zresztą są przewidziane do restrukturyzacji.

Celem rządu w Kijowie jest jak największe zbliżenie ukraińskich reguł rządzących rynkiem gazowym do unijnych, zapisanych w tzw. trzecim pakiecie energetycznym. 9 kwietnia Rada Najwyższa przyjęła ustawę, która ma pozbawić oligarchiczne grupy interesów wpływu na lukratywny sektor dystrybucji gazu oraz ustanowić uczciwe i przejrzyste zasady dostępu do niego. Jednym ze źródeł korupcji w gazowym biznesie na Ukrainie był system subsydiowania cen surowca dla gospodarstw domowych. Spółki dystrybucyjne kupowały gaz po cenach subsydiowanych przez państwo, ale tylko część kierowano do indywidualnych konsumentów. Reszta była sprzedawana firmom po cenach rynkowych, z przebiciem 200-400 proc. Co roku oznaczało to setki milionów dolarów – zysku dla dystrybutorów, straty dla budżetu. Obecnie rynek ten jest kontrolowany głównie przez spółki należące do kilku oligarchów z Dmytro Firtaszem na czele. Jego Group DF może kontrolować – pośrednio i bezpośrednio – nawet 70 proc. rynku dystrybucji gazu na Ukrainie.

Nie mniej ważne od zmian prawa były ostatnie decyzje władz i wymiaru sprawiedliwości. 29 kwietnia sąd w Kijowie na wniosek prokuratury zajął 500 mln m³ gazu koncernu Ostchem – wchodzącego w skład Group DF. Jak powiedział premier Arsenij Jaceniuk, wszczęto śledztwo w sprawie zmowy przestępczej między Ostchem a urzędnikami Naftohazu, w wyniku której państwo straciło 5,7 mld hrywien. Dzień później szef MSW Arsen Awakow oświadczył, że władze Ukrainy są gotowe do współpracy z FBI w sprawie prowadzonego w USA śledztwa o korupcję, w którym figuruje Dmytro Firtasz. Ten nieformalny lider tzw. klanu gazowego, jednego z najbardziej wpływowych za czasów Janukowycza, i kiedyś kluczowy pośrednik w handlu gazem z Rosją w marcu 2014 został zatrzymany w Wiedniu na wniosek USA. 30 kwietnia austriacki sąd negatywnie rozpatrzył wniosek o ekstradycję. Losy Firtasza rozstrzygną się jednak dopiero po apelacji Amerykanów.

Węglowa alternatywa?

Wojna w Donbasie pozbawiła Kijów kontroli nad znaczną częścią przemysłu ciężkiego i wydobywczego i wpływa na status Ukrainy jako producenta węgla. W 2013 r. kraj ten wydobył 86 mln węgla – co dało 4. miejsce w Europie. 61 mln t zużyto w kraju, 6 mln poszło na eksport. Za czasów Janukowycza kopalnie były hojnie wspierane przez rząd – blisko 1,8 mld dolarów rocznie budżet przekazywał na wypłatę pensji. Obecnie działa 120 kopalni, 70 jest czasowo lub na stałe zamkniętych. W 2013 r. sektor węglowy przyniósł 410 mln USD strat. Generalnie w tym sektorze była nadprodukcja. Stąd pomysł, by część węgla gazyfikować. Technologie i finansowanie budowy zakładów miały zapewnić Chiny.

W grudniu 2013 w Pekinie podpisano międzyrządową umowę, zgodnie z którą ukraińskie ministerstwo energetyki i przemysłu węglowego oraz chińska państwowa korporacja CNCEC i należąca do niej spółka Wuhan Engineering miały zbudować zakłady produkcji syntetycznego gazu naturalnego. Do maja 2014 miało być gotowe studium opłacalności budowy instalacji w obwodzie łuhańskim (m. Siewierodonieck). Pierwsza faza budowy powinna być ukończona do końca 2015. Kontrakt z Chinami był częścią narodowego programu zastępowania gazu naturalnego węglem. Program ten z kolei był elementem umowy kredytowej na 3,65 mld USD Naftohazu z Chińskim Bankiem Rozwoju, podpisanej w grudniu 2012. Gwarantowana przez rząd ukraiński umowa przewidywała realizację czterech oddzielnych projektów inwestycyjnych, m.in. budowy pięciu zakładów gazyfikacji węgla. Jego realizacja umożliwiłaby zastąpienie ok. 4 mld m³ gazu naturalnego gazem syntetycznym pozyskanym z węgla. Zakłady gazyfikujące węgiel kamienny i brunatny miały powstać w obwodach łuhańskim (Siewierodonieck), donieckim (Gorłówka) i odeskim (Odessa). W lutym 2014 spółka zależna Naftohazu ogłosiła przetarg na wykonanie prac wstępnych przed budową w Siewierodoniecku zakładu produkcji syntetycznego gazu naturalnego (SNG) i syntetycznego ciekłego węglowodoru (CPB) drogą gazyfikacji. Oferty miały być otwarte 11 marca 2014. Budowę planowano zacząć we wrześniu 2014.

Zmiana władzy w Kijowie i potem wojna w Donbasie zamroziły te plany. Kredyt od Chin został skierowany na inne projekty. Niedawno ukraińska delegacja była w Chinach i rozmowy dotyczyły m.in. ewentualnego powrotu do pomysłu budowy instalacji gazyfikacji węgla – tym razem w Odessie. Powstaje pytanie, skąd byłby dostarczany węgiel, bo zasoby własne Ukrainy w ciągu roku drastycznie się zmniejszyły. Jeden powód to zamykanie kopalni – pod koniec maja 2014 rząd polecił Funduszowi Własności Państwowej przygotować 38 państwowych kopalni węgla do sprzedaży. Oszczędności w tym sektorze to jeden z warunków pomocy MFW. Drugi powód to utrata kopalni w okupowanej części Donbasu. Dlatego też pojawia się pomysł importu węgla, np. z Polski.
Ksawery Czerniewicz

zdjęcie pochodzi ze strony firmy Ukrnafta